sobota, 6 kwietnia 2013

"Błękitna miłość"

Niedawno skończyłam czytać trylogię "Błękitna miłość" autorstwa S.C. Ransom. Książki bardzo mnie wciągnęły i przyznaję, że jest to bardzo ciekawa historia. Główna bohaterka to siedemnastoletnia Alex, która przypadkiem znajduje bransoletkę przez którą zmienia się całe jej życie. 
Macie tu opis książki:
Tajemnicza bransoletka z błękitnym kamieniem zaprowadzi śmiertelną dziewczynę do duchów umarłych, które żywią się ludzkim szczęściem, i zwiąże z chłopakiem, który może obdarzyć ją miłością lub odebrać to, co najcenniejsze…

Siedemnastoletnia Alexa ma powody do radości: właśnie zdała egzaminy, a Rob, obiekt westchnień większości dziewczyn w szkole, jest zainteresowany właśnie nią.

Ale dziwna bransoletka znaleziona na brzegu Tamizy wszystko zmienia. Bo za sprawą tego niezwykłego przedmiotu Alexa spotyka Calluma - uwięzionego pomiędzy życiem a śmiercią pięknego chłopaka, w którym zakocha się bez pamięci. Lecz im głębsze uczucie ich łączy, tym częściej Alexa zaczyna wątpić, czy Callum mówi jej prawdę. Zwłaszcza gdy odkryje coś, co przeczy jego słowom i wzbudza w niej lęk. I każe zadać pytanie, czego naprawdę chce jej widmowy ukochany…





Trylogię tworzą książki pod tytułami "Błękitna miłość" "Błękitna magia" oraz "Błękitna nadzieja". Polecam wszystkim przeczytanie tej trylogii bo naprawdę warto. Jest w niej wiele zwrotów akcji i zakończenie, którego nie można się spodziewać. 

*********************************************************************************

Jeżeli nie chcecie więcej postów z moimi recenzjami książek lub filmów piszcie pod tym postem :) Nie obrażę się a na blogu będzie tylko opowiadanie. Pozdrawiam wszystkich Sandra

piątek, 5 kwietnia 2013

Rozdział 5


                Ten dzień upłynął bardzo szybko. Nie spodziewałam się, że jeszcze kiedykolwiek wszyscy będą na mnie patrzeć jak na gwiazdę filmową. Od dziewczyny, z którą siedzę na angielskim dowiedziałam się, że to przeze mnie, ponieważ nigdy nie dałam się nawet zapytać o podwiezienie żadnemu chłopakowi, a Eric jest nowy, podwiózł mnie do szkoły i rozmawiał ze mną na prawie każdej przerwie. Znowu poczułam się trochę jak księżniczka. Kiedy wrócę do domu, będę czuła się tak przez prawie cały czas. Moje życie się zmieni i nie będzie już w nim miejsca na przelotne przyjaźnie.
                Weszłam z Erickiem do kawiarni, zajęłam miejsce przy jednym ze stolików w pobliżu okna, a on poszedł zamówić kawę. Kiedy tylko się oddalił ponownie zaczęłam myśleć o Walentinie. Myślałam, że już nie będę o tym myśleć, ale coś nie dawało mi spokoju.
                Spojrzałam w stronę Ericka. Stał oparty o ladę. Kiedy zobaczył, że na niego patrzę uśmiechnął się. Dlaczego nie potrafiłam się cieszyć, że jestem w kawiarni z najprzystojniejszym chłopakiem w szkole? Coś było ze mną nie tak.
                Erick był wysokim, wysportowanym brunetem. Chociaż jego włosy były tak ciemne, że zastanawiałam się czy nie są czarne. Ale najpiękniejsze były oczy. Zielonobrązowe przypominały mech pnący się po pniu drzewa. Od wewnątrz zielone przechodzące w brąz. Okalają je długie, czarne rzęsy. Oczy Ericka hipnotyzowały.
                Po kilku minutach podszedł do mnie z dwoma filiżankami kawy. Uśmiechnął się od ucha do ucha i postawił je na stoliku.
                -Mam nadzieję, że będzie smakować.
                -Tak, na pewno.- uśmiechnęłam się do niego.
                -Skoro tu jesteśmy to może opowiesz mi jeszcze coś o sobie? Jestem tego bardzo ciekaw. Nie jesteś taka jak inne dziewczyny i chciałbym cię poznać lepiej.
                -No dobrze, ale co chcesz wiedzieć?- spytałam. Nie miałam ochoty opoiwadać mu o sobie wszystkiego. Nawet nie mogłam.
                -Nie wiem. Może skąd pochodzisz? Powiedziałaś, że przeprowadziłaś się tutaj kilka lat temu.
                -No tak. Od urodzenia mieszkałam w Ameryce Południowej. Dlatego tak dobrze znam hiszpański. Mieszkałam z tatą w, powiedzmy, wielkim domu w górach.
                -Wielkim domu? Co to znaczy?
                -Mój dom był bardzo duży. To znaczy. Trochę dziwnie się tam mieszkało mając wielki dom, ale mogąc korzystać tylko z kilku pokoi.  Miałam służbę, często przebywałam z moimi przyjaciółmi. Tata zawsze był czymś zajęty, kiedy znajdował dla mnie czas, bardzo się z tego cieszyłam. Wtedy zabierał mnie na wycieczki i pokazywał piękne miejsca. Moim ulubionym zawsze był piękny wodospad głęboko w górach.
                -Musiało być pięknie. I tłumaczy to rozmiary twojego domu, skoro mieszkałaś w o wiele większym. Gdzie dokładnie mieszkałaś? W jakim kraju?
                -Było bardzo pięknie.- chciałam powiedzieć mu o pięknym jeziorku w środku lasu w pobliżu, ale czułam, że nie powinnam.- Mieszkałam dosyć blisko granicy Peru z Boliwią.
                -Nigdy nie byłem w Ameryce Południowej, ale może kiedyś odwiedzę twoje rodzinne strony. Wydają się pięknym miejscem. Mieszkałaś w Peru czy Boliwii?
                -W Peru. Kiedyś nawet byłam z moją mamą w Limie, ale to było bardzo dawno temu. Często podróżowała i zabierała mnie ze sobą. Zwiedziłam Europę, Azję.
                -Więc twoje dzieciństwo było pewnie świetne. Podróże z mamą, odwiedzanie pięknych miejsc z tatą. Bardzo mało osób mogło takie coś przeżyć.
                -Pewnie tak.- odpowiedziałam. A dokładnie tylko jedna. Byłam księżniczką, której rodzice naprawdę się lubili. Inni wychodzili za mąż tylko dlatego, że musieli. Moi dziadkowie nie byli zbyt zadowoleni z małżeństwa. W każdym razie tak wyglądali, ale nigdy nie miałam dość odwagi, by o to spytać.
                -To może powiesz mi jeszcze co lubisz robić? Wiem, że to takie głupie pytanie, ale naprawdę chciałbym znać odpowiedź.
                -Nie, nie jest głupie. Lubię spacerować po lesie. Biegać po nim. Wtedy czuję, że naprawdę żyje i nie ma żadnych ograniczeń. Bardzo lubię też spędzać czas z przyjaciółmi.- uśmiechnęłam się do niego nieznacznie.
                -Nie zrozum mnie źle, ale nie wyglądają na towarzyskie osoby. Jeden z nich przeraża chyba wszystkich chłopaków w szkole. Ten, który rozmawiał z tobą po tym jak pierwszy raz rozmawialiśmy. Nie mam pojęcia jak ma na imię, ale wydaje się groźny.
                -Chyba chodzi ci o Daniela. Jest mniej rozmowny i towarzyski od Michaela, ale na pewno nie jest groźny. Czasami tylko trochę z Michaelem przesadzają i są zbyt nadopiekuńczy.
                -Chyba tak. W każdym razie wydaje się niezbyt miły. A twoje przyjaciółki? Nie miałem okazji ich poznać. Są takie jak Daniel i Michael?
                -Nie, zdecydowanie nie. Chociaż kiedy Victoria gotuje obiad, a ty się spóźnisz to jest o wiele gorsza.- roześmiałam się.
                Dopiłam swoją kawę i spojrzałam na zegar. Powinnam niedługo się zbierać. Nie wiedziałam czy Kieran mówił poważnie, ale bardzo chciałam znowu się z nim spotkać. Czułam, że powinnam się z nim spotkać.
                Eric nagle dotknął mojej dłoni. Poczułam przyjemne ciepło w prawej ręce. Uniosłam głowę i spojrzałam na niego. Uśmiechał się nieśmiało i spojrzał mi w oczy. Znowu spuściłam głowę. Poczułam się trochę dziwnie.
                -Hej. Przestałaś mnie słuchać?- spytał przyjacielskim tonem, ale widziałam w jego oczach coś jeszcze, co nie dawało mi spokoju. Jakby bał się czegoś.
                -Przepraszam. Zamyśliłam się, ale już cię słucham. O czym mówiłeś?
                -Och, o niczym ważnym. Ale mam do ciebie pytanie. Spotkamy się w sobotę? Może po ciebie przyjadę i pojedziemy do kina?
                -Pewnie. Tylko muszę spytać Vic czy nie zaplanowała na weekend zakupów.
                -Oczywiście. Odpowiesz mi jutro w szkole. Podwieźć cię jutro do szkoły?
                -Nie, dziękuję. Mam własny samochód, ale dziękuję za propozycję. Odwieziesz mnie już do domu? Chciałabym porozmawiać z Victorią.
                -Oczywiście. Chodźmy.
                Po kilku minutach byłam w domu. Poszłam szybko na górę i przebrałam się. Miałam kilkanaście minut na dotarcie na polanę. Nie powinno mi to zająć zbyt wiele czasu jeżeli pobiegnę. Musiałam jeszcze coś zjeść. Nie miałam nic w ustach od lunchu.
                Szybko przygotowałam sobie kanapkę i ją zjadłam. Zostawiłam liścik dla Victorii i wyszłam tylnymi drzwiami. Udałam się w kierunku linii drzew oddzielających duży ogród za domem z lasem. Kiedy przekroczyłam pierwsze drzewo ruszyłam szybko przez puszczę. Zatrzymałam się w jednym miejscu i nasłuchiwałam. Nie usłyszałam żadnych dźwięków poza kilkoma ptakami. Czyżby nie przyszedł? Pobiegłam dalej i przystanęłam na skraju polany. Jednak przyszedł. Stał tyłem do mnie oparty o kamień. Jego włosy były dzisiaj mocno rozwiane przez wiatr i miały blond przebłyski.
                Odwrócił się kiedy tylko usłyszał moje kroki. Uśmiechnął się i zobaczyłam w jego ciemnych oczach iskierki radości. Miał idealnie białe zęby, a jego uśmiech zniewalał. Był tak bardzo przystojny. Uśmiechnęłam się do niego i spojrzałam mu w oczy. Przyglądał mi się przez chwilę jakby nie wiedział co ma powiedzieć.
               



*********************************************************************************

Przepraszam, że tak długo musicie czekać na kolejne rozdziały, ale niestety nie mam czasu. Następny post będzie recenzją książki lub raczej trylogii, którą ostatnio przeczytałam. Rozdział trochę krótszy, ale następny będzie dosyć długi. Mam już przed oczami prawie całe opowiadanie więc kolejne posty powinny pojawiać się szybciej. Pozdrawiam Sandra :)

P.S. Obserwujcie bloga i piszcie komentarze, nawet jeśli miałyby być negatywne. To pomaga w dalszym pisaniu :) 

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

"Wiecznie żywy"


W weekend obejrzałam film pt. "Wiecznie żywy". Szczerze wam go polecam. Jest to historia o trupie i żywej dziewczynie, którzy się zakochują. Dziewczyna, Julie, jako człowiek ma zabijać nieumarłych. Jakie będzie jej zaskoczenie, kiedy zostanie ocalona przez jednego z nich. Film trzymający w napięciu. Wiele osób znajdzie w nim coś dla siebie, od niemożliwej miłości po stworzenia z horrorów. Uważam, że jest to świetny film. :)






*********************************************************************************

Jest to moja pierwsza recenzja na blogu więc mam nadzieję, że nie jest bardzo beznadziejna. Następna będzie o książce. Pozdrawiam Sandra :)

środa, 27 marca 2013

Książki

Od teraz będę na blogu pisać również moje recenzje książek, które akurat przeczytałam :) Mam nadzieję, że wam się spodoba. Piszcie pod tym postem wasze blogi, obserwujcie mój i komentujcie bo to jest naprawdę ważne i motywuje do dalszej pracy. Wczoraj na biologii wymyśliłam kolejny rozdział, ale muszę go spisać. :) Niedługo powinien się pojawić. Miłego czytania. Pozdrawiam S. :D

sobota, 16 marca 2013

Rozdział 4


            Już od dawna o niczym nie śniłam. Ale ten sen był tak bardzo rzeczywisty. Czułam, że mógłby być prawdą i w głębi serca bardzo tego pragnęłam.
            Nagle poczułam się dziwnie. Nie powinnam tak myśleć o chłopaku, którego pierwszy raz widziałam. Zaskoczyło mnie to. Kieran był bardzo przystojny i wydawał się miły, ale nie powinnam od razu o nim myśleć w taki sposób. Otrząsnęłam się ze swoich myśli.
            Spojrzałam w okno. Cały czas na zewnątrz panował lekki półmrok. No tak. Była 5 nad ranem. Już nie chciało mi się spać. Wstałam, włożyłam koc na ramiona i wyszłam na balkon. Od razu poczułam na policzkach przyjemny chłód. Przez prawie godzinę wpatrywałam się w spadające liście. Zeszłam po cichu do kuchni. Myślałam, ze nikogo tam nie zastanę. Prawie podskoczyłam, kiedy zobaczyłam że jednak nie jestem sama.
            -Cześć.- odezwał się Michael. Widziałam w jego oczach, że jest zaciekawiony. Nie wiedziałam tylko czym.
            -Cześć. Kiedy wróciliście? Miało was nie być do wieczora.- spytałam poirytowana.
            -Bo nie wróciliśmy. To znaczy prawie-podrapał się w głowę i spuścił wzrok- Wróciłem wcześniej po telefonie od Vic. Kiedy nie zastała cię w domu trochę się zmartwiła, ale jak widzę nic ci nie jest.
            -Nie, nic mi się nie stało. Byłam tylko na spacerze w lesie. Nie powiedziałam nic Vic, bo nie było jej w domu. Dlaczego aż tak bardzo się martwicie. Nie raz byłam sama na spacerze.
            -Cóż po prostu się martwimy. Teraz, kiedy nie ma Walentina my musimy się tobą opiekować.- zrobił niewinną minę i uśmiechną się pokazując dołeczki w policzkach i idealnie białe, proste zęby.
            -Wydaje mi się, że coś przede mną ukrywacie. Ale może to tylko paranoja. Nie musicie się mną opiekować tak, jakbym miała pięć lat.
            -Masz rację. Następnym razem nie będziemy podnosić alarmu jeżeli tylko nie zastaniemy cię w domu. A teraz idź się lepiej szykować do szkoły, bo się spóźnisz.
            -Znowu zachowujesz się jak Walentin.- uśmiechnęłam się i dałam mu kuksańca.
            -Przepraszam. Następnym razem postaram się być bardziej sobą, a nie nadopiekuńczym Walentinem.- zaśmiał się.
            Poszłam do pokoju i ubrałam się. Nałożyłam lekki makijaż i z powrotem zeszłam do kuchni na śniadanie. Nie zdążyłam zjeść kiedy usłyszałam, że ktoś wjeżdża na podjazd. Pomyślałam, że to pewnie reszta wróciła, ale przypomniała mi się wczorajsza rozmowa z Erickiem. Pośpiesznie zjadłam i wyszłam na zewnątrz.
            Eric stał oparty o czarnego Land Rovera. Wcześniej nie zwracałam uwagi na to, czym jeździ. Nigdy nie interesowałam się samochodami. Wyglądał świetnie na tle swojego auta. Przywitał mnie uśmiechem.
            -To jak? Gotowa na kolejny dzień w szkole?- zapytał wesoło.
            -A ty jesteś gotowy?- spytałam z lekkim uśmiechem na twarzy.
            Eric podszedł do drzwi i mi je otworzył. Wsiadłam, przyglądając mu się. W samochodzie pachniało lasem i czymś, czego zapachu nie rozpoznawałam. Wsiadł i zapalił. Szybko wyjechał z podjazdu i skręcił w stronę szkoły.  
  -Mam nadzieję, że kawa po szkole jest aktualna- odezwał się po chwili milczenia.
-Tak. Moi znajomi nie powinni mieć nic przeciwko temu.
-A czy twoi znajomi decydują za ciebie? No wiesz jesteś już chyba wystarczająco dorosła żeby o sobie decydować.
-To nie tak. Oni po prostu się o mnie martwią. Są świetnymi przyjaciółmi.
-A twoi rodzice? Mieszkasz w wielkim domu ze znajomymi. Nie mają nic przeciwko?
  -Zadajesz zdecydowanie za dużo pytań- stwierdziłam- Nie, moi rodzice tutaj nie mieszkają, moja mama nie żyje, a ojciec pozwala mi mieszkać z przyjaciółmi. Zna ich od wielu lat.
  -Przepraszam, nie chciałem cię urazić. Po prostu jesteś dosyć tajemnicza i chciałem się czegoś o tobie dowiedzieć- speszył się trochę i odwrócił głowę.
  -Nic się nie stało, nie jestem przyzwyczajona, że ktoś, kto nie zna mnie całe życie zadaje mi osobiste pytania. Moi współlokatorzy wiedzą o mnie bardzo wiele i rzadko o cokolwiek pytają.
-Więc nie masz innych przyjaciół oprócz tych, z którymi mieszkasz?
-Nie. Kilka lat temu przeprowadziliśmy się tutaj z naszym opiekunem, Walentinem, ale on wyjechał i zostaliśmy sami. Nie mam tu innych przyjaciół. Cały mój wolny czas spędzam z przyjaciółmi, w szkole nie rozmawiam z nikim.
  -Jesteś typem samotniczki. Nie rozmawiasz z nikim, ponieważ czujesz, że tego nie potrzebujesz.
-Teraz jesteś psychologiem- roześmialiśmy się- Nie jestem samotniczką. Lubię przebywać z ludźmi. Chyba boję się zaufać innym. Niesamowite.
-Co jest niesamowite? Wytłumacz mi- poprosił ze zniewalającym uśmiechem na twarzy.
-To, że znamy się od kilku dni, a rozmawiam z tobą jakbyś był moim najlepszym przyjacielem.
-Cóż, cieszę się, że cię nie onieśmielam.
-Nie, nie ośmielasz. Wydaje mi się, że nie mógłbyś. To znaczy, czuję, że nie muszę bać ci się zaufać.
-Bardzo się cieszę- roześmiał się.
Wjechaliśmy na parking. Kiedy tylko Eric zaparkował i wysiedliśmy, wszyscy zaczęli nam się przyglądać. No tak. Nigdy z nikim nie rozmawiałam, a raptem zjawia się jakiś nowy i przyjeżdżam z nim do szkoły. To musiało wyglądać dziwnie. Moi strażnicy też nigdy z nikim nie rozmawiali. Może oprócz Amelii. Ona zawsze lubiła się bawić przystojnymi chłopakami. Zmieniała ich, kiedy tylko jej się znudzili.
Spojrzałam w kierunku mojego kierowcy. Eric podszedł do mnie z uśmiechem.
-Zawsze wszyscy na ciebie patrzą jakbyś była gwiazdą filmową?
-Od dawna nie. To twoja zasługa.
Eric spojrzał na mnie z niedowierzaniem. Chyba nie spodziewał się, że już w pierwszym tygodniu szkoły mógłby wzbudzać takie zainteresowanie.






Przepraszam, że tak dawno nic nie napisałam, ale niestety szkoła na to nie pozwala. Miałam bardzo ważny konkurs i dwa projekty więc cały mój wolny czas był zajęty. Komentujcie częściej, bo pod każdym postem jest coraz mniej komentarzy. To jest dosyć demotywujące do pisania dalej. Pozdrawiam wszystkich. Sandra